Wszyscy jesteśmy nomadami - rozmowa z prof. Katarzyną Popiołek, psychologiem.

Chińskie przekleństwo mówi: „Obyś żył w ciekawych czasach”. Czy płynna rzeczywistość, w której przyszło nam funkcjonować - niewątpliwie ciekawa - to jest tylko chaos?

Można mówić o chaosie, ponieważ wszystko, co było trwałe, stało się nietrwałe. Ale nie jesteśmy pierwszą generacją, która coś takiego przeżywa.  

Jednak w tej chwili zmienia się więcej i szybciej.

Chodzi właśnie o to tempo. Żyjemy w świecie, który zmienia się tak szybko, że nie jesteśmy w stanie jeszcze dostrzec skutków jednej zmiany, gdy pojawia się następna. Trudno jest się zorientować w sytuacji. Robimy to dopiero po fakcie, patrząc na to, co się stało i jakie miało konsekwencje. Natomiast w trakcie zdarzeń, próbujemy się po prostu dostosować i odnaleźć. Stąd ten pozór chaosu. Z drugiej strony, wszelkie procesy mają swoje przyczyny i skutki. Kiedy się spojrzy wstecz na zmianę, która nastąpiła, można zobaczyć, w jakim kierunku zmierzamy.  

Główną siłą napędową przeobrażeń świata wydaje się zmiana technologiczna…

Na pewno tak. Ale również zmienił się człowiek. Pragnie więcej. Nie chce hamować swoich apetytów. Musi mieć szybko, dobrze i dużo. Jest niecierpliwy. Nie chce czekać i w niczym się ograniczać. My nie tylko dostosowujemy się do pędzącego świata, ale również ten świat popychamy do przodu. Tak naprawdę nie chcemy już spokoju, uregulowanego trybu życia. Mówimy o tym, że tak byśmy sobie marzyli, ale to nieprawda. Żyjemy w systemie 7 x 24 godziny i jesteśmy bardzo zadowoleni z zaangażowania we wszystko, co się dzieje. Jeśli na chwilkę mamy się wyłączyć, to towarzyszy nam poczucie, że coś bardzo ważnego nas ominie.  

Jakie zjawiska najlepiej charakteryzują płynną rzeczywistość?

Niepewność, zagrożenie, brak stabilności. Wszystko jest płynne, niczego nie można być pewnym. Pewność wiąże się z logicznością np. będę dobrze pracował, to utrzymam tę pracę. W tej chwili świat tak nie funkcjonuje. Mamy poczucie zagrożenia, że wszystko w każdej chwili może zostać stracone i nie da się przewidzieć, kiedy to nastąpi. Nikt nie może powiedzieć: śpię spokojnie, bo wszystko sobie poukładałem i teraz tak to zostanie.  

Jak wpływa to na nasze funkcjonowanie na rynku pracy?

Nikt z nas nie może mieć pewności, że jego umiejętności będą na rynku pracy pożądane i jakie umiejętności naprawdę należy rozwijać, by być potrzebnym.  

W jaki sposób definiuje to nasz rozwój zawodowy?

W chwili obecnej nie mówimy już raczej o rozwoju zawodowym tylko o karierze, która jest pewnym zlepkiem, uchwytem wiążącym bardzo różne epizody pracy, w których wykonujemy różne zawody, albo też, w ramach jednej profesji, uczymy się wielu nowych umiejętności. Kariera z reguły ma jakiś wspólny wątek. Ważne jest, czy te kolejne epizody rozwijają potencjał człowieka, czy też go blokują. Czy wyznaczają jakąś sensowną drogę, czy też z musu robi on coś, co nie ma większego sensu. Mimo tego, że to są epizody, klamra, która je spina powinna pokazywać ścieżkę rozwoju, ale czasami to jest niestety zygzak kilku kroków naprzód i cofania się.  

Jak w takiej sytuacji, zgodnie z praktyką coachingu i doradztwa zawodowego, stawiać sobie określone cele – zwłaszcza długoterminowe i pod nie układać swoje działania?

Te dwie formy doradztwa coraz częściej odchodzą od takiego trybu planowania. Człowiek musi być elastyczny, reagujący na zmiany. Cele muszą być elastyczne. Zmierzanie do nich jest drogą ku pewnym wartościom. Poprzednio rozwój zawodowy miał charakter liniowy: najpierw byłeś uczniem ślusarza, potem ślusarzem, potem majstrem, kierownikiem. W tej chwili myśli się raczej o kierunkach, wartościach, pragnieniach człowieka: czy stawia na kontakt z ludźmi, z przyrodą, działania w sferze techniki etc. Należy się liczyć z tym, że po 3-4 latach najpewniej zmieni się zapotrzebowanie rynku i trzeba się będzie do niego dostosować. Doradca zawodowy musi patrzeć na człowieka, jako na kogoś, kto nie wiadomo gdzie będzie pracował, w jakim kraju, z jakimi ludźmi będzie miał do czynienia. Mobilność, możliwość swobodnego przemieszczania się jest teraz cechą niezwykle ważną. Wszyscy stajemy się nomadami. Wielu z nas było przygotowywanych socjalizacyjnie do innego świata, dlatego nie wszyscy potrafią wsiąść do tak szybko pędzącego pociągu zmian. 

Jakiego pokolenia dotyczy szczególnie ta trudność?

Myślę, że w Polsce najtrudniej było przestawić się tym, którzy są teraz koło pięćdziesiątki, edukowali się i żyli w stabilnym świecie PRL-u. Każdy miał mało, ale było po równo i w miarę pewnie. Wszystko dało się zaplanować. Z tej generacji największej liczbie osób nie udało się wsiąść do pociągu transformacji. Są rozgoryczeni, mają poczucie, że zostali oszukani przez los, zachodzące przemiany. Oczywiście część pokolenia 50 plus wsiadła do tego pociągu, zajęła w nim doskonałe miejsca i nawet go prowadzi. 

W jaki sposób wpływa to na relacje między ludźmi?

W tej materii podziało się dużo rzeczy na bardzo wielu piętrach. Niezwykle bolesne jest to, że po cichu przyjęło się, że ok. 20 procent społeczności, składające się z tych ludzi, którzy nie radzą sobie w nowej rzeczywistości, zostało spisane na straty. Fakt ten traktuje się jako koszt wprowadzania nowego systemu. Tego oczywiście oficjalnie się nie mówi, nie pisze, ale, gdzieś tak w domyśle, to przekonanie funkcjonuje i większość ludzi się z tym godzi. Tak się dzieje w Polsce i całej cywilizacji zachodniej.  

W jaki sposób można się do tej płynnej rzeczywistości ustawicznych zmian przygotować?

Przede wszystkim poprzez właściwą edukację. Niestety nasza obecna szkoła wcale nie idzie w dobrym kierunku. Powinna kształcić człowieka elastycznego, otwartego, kreatywnego, który potrafi dostrzegać w każdej nowej sytuacji rzeczy korzystne, nie boi się nowości. Tymczasem nasza edukacja w dalszym ciągu opiera się na encyklopedycznej wiedzy i sprawozdaniach testowych – ile czego się zapamiętało. Zupełnie nie wspieramy działań twórczych, które wymagają pożenienia kilku rzeczy naraz i wyciągania wniosków. Brakuje kształtowania umiejętności analizowania zjawisk społecznych, spojrzenia na nie w sposób łączny i dokonywania ich syntezy.  

A co może pomóc znaleźć się w rzeczywistości tym, którzy edukację szkolną mają już za sobą?

Ustawiczne kształcenie. Musimy do niego wszyscy nawyknąć. Szybki postęp sprawia, że nie da się niczego nauczyć raz na zawsze. Wszyscy musimy myśleć o kształceniu permanentnym: szkoleniach, kursach, studiach podyplomowych, specjalistycznej lekturze. Nie da się spocząć na laurach.

Rozmawiała: Anna Kontek 

Katarzyna Popiołek, doktor habilitowany psychologii społecznej, profesor SWPS, zajmuje się problematyką relacji międzyludzkich, szczególnie relacji pomocy i wsparcia, specyfiką zachowań w sytuacjach kryzysowych. Jest autorką wielu publikacji naukowych, współtwórcą Instytutu Współczesnego Miasta.